rmissio
Modlitwa w intencji ewnagelizacji  
13-12-2017


To jest prawdziwa przyjaźń - osłaniać innych nawet kosztem siebie.


Stefan Wyszyński

 Świadectwo   

15.01.2008- Bożena

Powinniśmy uwierzyć aby zobaczyć, a nie zobaczyć aby uwierzyć

Kochani Internauci, chiałabym Wam opowiedzieć o tym, jak zaskakujący potrafi być Pan. Pragnę się z Wami podzielić wydarzeniem, które mną potrząsneło na kursie Filipa w Aachen.

Wiedząc o zbliżającym się kursie dłuższy czas zastanawiałam się co mam zrobić, uczestniczyć, czy nie.W owe to właśnie dni musiałam pracować a ponadto miałam przygotowywać sie do obrony pracy dyplomowej, którą miałam tuż po kursie Filipa. W końcu zameldowałam się, aby się więcej nie zastanawiać i odmówiłam pracę w weekend.Nie wiedziałam dotychczas co to jest kurs Filipa. Wiedziałam tylko, że to jest spotkanie ewangelizacyjne, ale moim celem nie było nawrócenie. Dlatego wahałam się prawie do końca, czy uczestniczyć, czy nie.

Ja byłam katoliczką z krótszym bądż dłuższym odstępowaniem od Pana.Zawsze gdy próbowałam się od Niego oddalić, bądż Mu umknąć, On zawsze potrafił przyciągnąć mnie do siebie, jak gdyby trzymał mnie na sznureczku i po pewnym czasie dawał do zrozumienia, jak to dobrze, że On trzyma mnie na tym sznureczku, że przyciąga zawsze do siebie jak dobry pasterz, gdy się za daleko oddalam.Wydarzeń w mojej biografii było dużo, aby się buntować, wymykać, uciekać, nie rozumieć świata a także i Boga.Już jako dziecko czułam się w życiu niesprawiedliwie potraktowana, dopóki nie zrozumiałam pewnych rzeczy.

Moim głębokim pragnieniem na kursie Filipa było spotkanie Jesusa żywego, zmartwychwstałego.
To niezwykłe dla mnie wydarzenie miało miejsce pod koniec drugiego dnia kursu wieczorem. Po mszy św. miało miejse wystawienie Najświetszego Sakramentu i każdy z uczestników kursu miał okazję podejść do grupy ewangelizacyjnej, a owa grupa modliła się indywidualnie nad każdą osobą o wylanie darów Ducha Św. Adorując, modląc sią za podchodzące osoby i jednocześnie zastanawiając się o co mam poprosić Pana nie mogłam się zdecydować. W owej chwili nie miałam żadnego naglącego mnie życzenia, a z drugiej strony tak wiele, że nie wiedyiałam o co mam prosić.Moim najwiekszym pragniniem mimo wszystko było, aby ktoś się poprostu nade mną pomodlił, bo moja dusza była jakaś niespokojna.Pamiętam jak bardzo tego pragnęłam.
Tak adarując i zastanawiając się, klęcząc z zamkniętymi oczyma usłyszałam, że muzyka cichnie i modlitwy dobiegają końca.Jakże wielkie było moje rozcyarowanie i rozgoryczenie, gdy widziałam, że to już koniec, że ja się poprostu spóżniłam na przyjście Pana.Dokładnie to, czego pragnęła tak bardzo moja dusza dobiegło końca.Wyszłam z kościoła ze smutkiem i głodem duchowym.Pomyślałam: Boże, dlaczego właśnie mi robisz takie niemiłe niespodzianki?Nie mogłam tego zrozumieć.Musiałam prosić Boga o odpowiedż, nie potrafiłam czekać w moim smutku.lenie świeczki, rzucenie się na kolana przed obrazem Jesusa Miłosiernego i płacz, tak bardzo rozgoryczona była moja dusza.Po osłabnięciu moich emocji spojrzałam na Pana, który z tak wielką miłością i troską spoglądał na mnie. O niezwykłości tego obrazu też już miałam okazję się przekonać...On nie wisiał u mnie cały czas na ścianie, był czas, kiedy Go trzymałam poprostu zamkniętego w szafie, aż do pewnego wydarzenia, ale to już inna historia...

Przepełniona troskliwym spojrzeniem Jesusa prosiłam o odpowiedż i zaufałam Mu, że On mi teraz odpowie poprzez Jego słowo. Otworzyłam spontanicznie Biblię(w ten sposób Pan przemawiał do mnie też już wiele razy)i zaczęłam czytać.Po przeczytaniu fragmentu z Biblii zrozumiałam, że są to słowa mi dane ale i zadane.Nie wiem czemu, ale Bóg jest wymagający względem mnie.Jego słowa przeniknęły mnie na wskroś, po czym usiadłam na podłodze, zamknęłam oczy i poczułam ogromny spokój i pokój w mej duszy. To było tak głębokie uczucie, którego szukałam poprzez cały czas na kursie Filipa i nie znalazłam aż do owej chwili.Pomyślałam, że jeżeli takie uczucie towarzyszy życiu wiecznemu, to ja już więcej nie potrzebuję.Tak niebiańsko dobrze poczuła się nagle moja dusza.Nie wiem jak długo tak siedziałam na tej podłodze, po czym wstałam ponownie na kolana, wzięłam do rąk karteczkę leżącą obok biblii, którą dostałam od grupy ewangelizacyjnej i czytam:” Jezu wierzę w Twoje zmartwychwstanie.Bóg Cię uwielbił, napełnił Duchem Św. i dał Ci imię, które jest ponad wszelkim imieniem.”Te słowa powaliły mnie ponownie na podłoge, bo poczułam,że to są słowa skierowane prosto do mojego serca.Nie miałam już wątpliwości, że Jego słowo, które mi dał i to niebiańskie uczucie mojej duszy to było właśnie napełnienie Duchem Św., czego tak bardzo pragnęłam w kościele na adoracji.On miał bowiem inny plan względem mnie i napełnił mnie Duchem Św. dopiero w domu w samotnosci przebywania tylko z Nim, bowiem Bóg ma dla każdego inną drogę docierania do nas.Po tym doświadczeniu zaczęła radować się moja dusza i Go wychwalać. Zrozumiałam jak blisko mnie jest Pan i mnie wysłuchuje.A jeśli czegoś nie daje, to znaczy, że nie przyszedł na to jeszcze odpowiedni czas. Ufajmy Panu, mimo, że wiemy,iż nie zawsze jest łatwo!!!

W ostatni dzień kursu miotałam się wewnętrznie i nie wiedziałam, czy wystarczy mi odwagi, aby się publicznie podzielić moim świadectwem z innymi uczestnikami i czy oni będą w stanie zrozumieć moje jakieś tam osobiste przeżycia i spytałam w duchu Boga, czy mam to uczynić?W rękach trzymałam w tym czasie cudzą porzyczoną Biblię i otwarła mi się ponownie, bez żadnego szukania dokładnie na tym samym słowie, które poprzedniego dnia dał mi Pan, a Biblia miała ponad 1700 stron. Czy to był kolejny przypadek???Zrozumiałam, że to nie są przypadki, to była kolejna odpowiedż, aby dzielić się przeżyciami, nawet, gdy inni może nawet nie są w stanie tego zrozumieć.Należy otwarcie świadczyć o Jesusie, naszym Zbawicielu.Dlatego miałam siłę na to, aby w kościele przed innymi poraz pierwszy w życiu złożyć świadectwo mojego niezwykłego spotkania z Jesusem Zmartwychwstałym.

To jeszcze nie koniec:
Po kursie Filipa i po tym moim osobistym przeżyciu nie wiedziałam co mam czynić dalej. Dzieki Bogu pomyślnie obroniłam moją pracę dyplomową i zaczęłam dalej czytać w Bibli:Tym razem „Ostatnie zlecenia i wiadomości”, które nastepują po słowie, które dał mi Pan i znowu czytam:”Pośpiesz się, aby przybyć do mnie szybko”(Tym 4, 9).To było w środę po kursie Filipa a w czwartek wiedziałam, że spotyka się grupa modlitewna „Przystań“.Czytajac słowo dalej, oczy otwierały mi się coraz szerzej:” Pośpiesz się, by przybyć przed zimą”(Tm 4, 21)Po tych słowach patrzę w kalendarz i co widzę?Za dwa dni zaczyna się kalendarzowa zima, a tylko jeden dzień po spotkaniu modlitewnym, które miało miejsce w czwartek, gdzie mnie nie mogło zabraknąć! I co Wy na to, znowu przypadek?
Tak dobitnie i dosłownie potrafi przemawiać do nas Bóg, kiedy się człowiek sam nie jest w stanie na coś zdecydować.
rozeznajcie, dziękujcie Mu jak jest dobrze, i proście, gdy jest zle i głodna jest nasza dusza!On słyszy nas dużo lepiej niż my sami jesteśmy sobie to w stanie wyobrazić.Tak często o Nim zapominamy, a On o nas nigdy i przychodzi do nas wtedy, kiedy to naprawdę potrzebujemy Jego pomocy, często kiedy cierpimy, kiedy siedzimy spłakani , zmęczeni i znużeni na podłodze,kiedy brakuje sił, bądż szukamy Go niewiadomo gdzie, a On jest tu i teraz.
Kilka innych zastanawiających mnie jeszcze rzeczy wydarzyło sie po kursie Filipa, ale nie sposób o wszystkim pisać...
Nie wiem jakie jeszcze drogi zaplanował mi Pan. Te dotychczasowe były dla mnie już wystarczająco wyboiste, ale jednego pragnę: Niech mojej dalszej drodze przewodniczy Jesus, Pan mego życia, bo On wie lepiej niż ja czego mi potrzeba i co jest dla mnie dobre.

Z całego serca dziekuję Ks. Markowi, Rysiowi, Jarkowi i Basi za trud jaki sobie zadaliście przyjeżdżając do nas i kierując do nas tak wymowne słowa, za te dni łaski jakie mogliśmy przeżywać z Wami dzięki Panu.Niech Wam Bóg błogosławi w Waszym dalszym posługiwaniu!

Z modlitwą,
Bożena z Aachen